Kobieta kobiecie oczy wydrapie, włosy
wytarga, a i stosu najdroższych ciuchów podpalić nie omieszka
(choć u mnie byłoby z tym ciężko, zważywszy na fakt
zminimalizowanej przestrzeni szafy i zawartości proporcjonalnej do
jej wielkości). Kobieta kobiecie podstawi nogę, złamie obcas, a
czasem nawet drugą połówkę wyrwie, tylko po to, by inna miała
gorzej. No ale właściwie, dlaczego, po co, w jakim celu? Dlaczego
MY, płeć piękniejsza, która winna kierować się wedle cnotliwych
zasad zniewieściałych dusz, tak często kierujemy się uczuciem
nienawiści wobec siebie nawzajem? Dlaczego kobieca solidarność
istnieje tylko na filmach, w książkach, czy też artykułach
kobiecych pisemek, gdzie możemy naczytać się o romantycznych
doznaniach autorek artykułów? Dlaczego patrzymy krzywym wzrokiem na
panie przechodzące obok nas na ulicy? Dlaczego nienawidzimy
dziewczyn wysyłających sms'y do naszych lubych? Dlaczego nasza
dusza nie cieszy się razem z innymi, szczęśliwie zakochanymi
dziewczętami? Dlaczego przepełnione jesteśmy zazdrością widząc
szczupłą kobietę, pędzącą chodnikiem, za którą spogląda się
rzesza przystojnych mężczyzn (i tych mniej również), pięknie
ubraną, z boskim uśmiechem, gustownym makijażem i co więcej,
zajadającą się dajmy na to słodką muffiną, w momencie gdy my
same musimy liczyć każdą jedną kalorię i spowiadać się przed
samą sobą z każdego jednego posiłku? Dlaczego kobieca egzystencja
jest tak skomplikowanym biegiem wydarzeń, opartym na fundamencie
nieokreślonej i bliżej nie zbadanej zazdrości, która nijak ma się
do bytu każdej jednej jednostki, albowiem nie wnosi w nasze życie
nic poza przykrymi myślami, doznaniami i refleksjami? Odpowiedź
jest jedna, jasna, klarowna i zapewne dla wszystkich logiczna. BO
FACET. To ile w stanie jest zrobić dla płci przeciwnej kobieta,
może zrozumieć tylko ona sama. I nie chodzi tu o desperacki akt
zdobycia na siłę mężczyzny, ażeby mieć w czyje ramiona wtulić
się zimnym wieczorem czy też kolana, które w parku służą za
najwygodniejsze miejsce na ziemi. Po prostu trzeba spojrzeć prawdzie
prosto w oczy i dostrzec, że mężczyzna w życiu kobiety jest
NAJWAŻNIEJSZY (zapewne skazałam się tymi słowami na stos,
szubienicę, tudzież hejterstwo, ze strony zagorzałych feministek,
ale zdania nie zmienię, a nawet wręcz przeciwnie-powtórzę.
Mężczyzna w życiu kobiety jest najważniejszy). Bo drogie panie,
jaki smutny byłby nasz los, gdyby nie szczere uśmiechy naszych
panów, dżentelmeńskie gesty z ich strony (takie tam "panie przodem"), czy też różnego
rodzaju, typowo męskie zachowania, które są podporą dla kobiecego
bytu (dajmy na to odwożenie do domu). W obliczu tych słów, zrozumiały jest wstęp mojego wywodu, o
nienawiści kobiet do kobiet. Dążymy do celu po trupach. Facet musi
być nasz, nawet jeśli ma to kosztować łzy, płacz i zgrzytanie
zębów naszej koleżanki. Taki los. Kobieta wredną istotą jest,
zdolną do wieeeeeeeelu, niekoniecznie pozytywnych rzeczy.
Przynajmniej ja.
I wcale nie napisałam tego, będąc
przepełnioną niechęcią do osoby, której nigdy nie poznałam.
Gdzieżby tam! Przecież ja i zazdrość (dajmy na to o smsy), to
dwie różne, dalece odległe od siebie światy! O zgrozo, przecież ja jestem przepełnioną miłością do świata całego, niewiastą, która tylko nienawidzi połowy globu, oj tam.
Jak fajnie to napisałaś. Z taką niewinną ironią... Masz rację, kobiety są często gotowe na wszystko, byleby zdobyć wymarzonego faceta. Ale czy nie uważasz że to jest nieco dziwne i śmieszne? Przecież od wieków było tak, że to mężczyzna walczył o kobietę... Teraz nastąpił pewien lekki przewrót i coraz częściej jest odwrotnie... Osobiście znam wiele takich przypadków, że to dziewczyna podrywała chłopaka... Cóż,jak widać czasy się zmieniają... :)A co do Twojego komentarza, to rzeczywiście, trochę opacznie Cię zrozumiałem. To prawda, że nie można ślepo rzucać się w ogień za drugą połówką, bo potem pozostaje olbrzymia pustka... I o to z pewnością Ci chodziło:)
OdpowiedzUsuńŚwietnie to napisałaś..i masz racje. Kurde. dlaczego my jesteśmy takie skomplikowane.?! hm. ^^
OdpowiedzUsuńa mnie wkurwiają te smski i te koleżnaki : P Szczególnie te ładniejsze ode mnie
OdpowiedzUsuńAle przecież nie dam tego po sobie poznać, nigdy w życiu ; )
Hehe, napisałaś to z takim fajnym pieprzem:) Szczypta ironii, to to co lubię!:) Niestety kobiety to niezłe wredoty. Podzielam Twoje zdanie. I nie ma mowy o linczowaniach tudzież stosach!:D hejterzy niech się w dupę swoją własną pocałują, jeśli potrafią, o tak właśnie! Wiesz czasem trzeba po trupach do celu. Bo przecież większość z nas nie liczy się z innymi. Raczej każdy robi tak, aby było lepiej na swoje. To zrozumiałe. Niestety tak naprawdę życie toczy się w okół facetów, bo gdyby nie oni, to świat byłby nudny, a gdyby nie ich nasienia(przepraszam, ale muszę to poruszyć;D), to by nie miało racji bytu egzystencja niewiast na tym pięknym świecie, który w gruncie rzeczy wcale nie jest aż taki zawistny;)
OdpowiedzUsuńTeż mnie wkurzają smsy i dziewczyny klejące się do facetów:D
UsuńNależę do grona dziewczyn baaardzo zazdrosnych (co jest dość śmieszne, bo jestem naprawdę szczupła i mogę się zajadać muffinami :D) i nie jest lekko. Ale są na to sposoby, np. myślenie w kategorii: okej, ona ma duży biust, ale ja mam szczupłe nogi/ona ma duży biust, ale też pstro w głowie/faceci są różni, więc podobają im się różne kobiety. Hm, to ostatnie jest chyba szczególnie ważne! :D Ech... my, panie, chyba musimy w naszej zazdrości o inne babeczki pamiętać też o najważniejszym: nasz facet, gdyby chciał mieć dziewczynę z super biustem/nogami na metr dwadzieścia/tyłkiem jak j.lo/buźką supermodelki - TO TAKĄ BY SOBIE ZNALAZŁ.
OdpowiedzUsuńWiem, że ten komentarz nie do końca harmonizuje z tym, co napisałaś, ale dziś miałam taką sytuację (a raczej własną scenę zazdrości) i to po prostu moje przemyślenia :) kurcze, muszę Cię obserwować, bo masz świetne wnioski!
True story, bro! Prawdziwe jak cholera.
OdpowiedzUsuńMi akurat w związku z obecną sytuacja udało się trochę swoją zazdrość utemperować, ale wiem, wiem doskonale, o co chodzi.
Jeśli zależy ci na facecie, to można wszystko - można kłamać ("nie, nie, ja wcale nie chcę być w związku, nie potrzebuje tego"), można zapomnieć, co to foch (dwa dni temu miałam urodziny i cały dzień czekałam na chociażby telefon z życzeniami - nie doczekałam się, ale mimo wszystko udałam, że mnie to nie obeszło), można... nauczyć sie dzielić (podsłuchane, rozmowa S. i W. - S: Bierzesz Lolę w piątek do klubu? W: No wziąłbym, ale chcę c o ś wyrwać). Dużo się można nauczyć.
No i do tego wszystkiego dochodzą jeszcze dziewczyny, o których wspomniałaś. Jakby sami faceci nie byli wystarczająco skomplikowani. Ale mimo to muszę stanąć w obronie naszej płci, bo już nie raz korzystałam z bezinteresownej pomocy jakiejś niewiasty, jej paczki chusteczek i całego wora bluzgów wszelakich.
"Kto jak nie facet jest w stanie podnieść poziom endorfin we krwi jednym SMSem?" - oj miałam tak, niby nic, bo to tylko życzenia jak co roku na dzień kobiet, ale było to dla mnie coś pięknego. O kurcze chętnie poznałabym Cię bliżej, bo bardzo rezolutna i mądra dziewczyna jesteś!:)
OdpowiedzUsuń