niedziela, 24 czerwca 2012

O etosie rycerski!



Morza szum, ptaków śpiew, dzika plaża, lekki wiatr i TY. Piękna, młoda, zgrabna, zadbana niewiasta w zwiewnej sukieneczce, wtulona w ramiona tego jednego jedynego, który raz po raz szepce Ci do ucha czułe słówka, doprowadzające nie tylko do gęsiej skórki na całym Twoim niewieścim ciele, ale również do mentalnej ekstazy, która sprawia, że kochasz GO jeszcze bardziej. Siedzicie, rozmawiacie, a reszta świata się nie liczy, bo przecież żyje się chwilą, tym bardziej tą romantyczną. I mówi, że kocha, że potrzebuje, żeś jedna jedyna. A ty słuchasz, i miękniesz i chcesz jeszcze więcej. A czas mija, płynie, zachód słońca niknie. Słowo się rzekło, czas na rozstanie, choć noc taka młoda. Wybranek bierze twą drobniutką dłoń i męskim krokiem odprowadza pod same drzwi, albowiem najważniejsze dla niego jest tylko i wyłącznie Twoje bezpieczeństwo. Całuje, mówi dobranoc i wracając do domu bije się w pierś z tęsknoty za swą lubą, za Tobą!

No ale bądźmy szczere, takiej miłości każdy młodzian czeka (choć ze smutkiem muszę rzec, że nie wiadomo czy doczeka), tak chce być kochana każda dziewczyna. Tym bardziej ta, wychowana na romantycznych książkach, filmach i babcinych opowieściach. Ta, której tęskno do tego, czego nigdy nie miała i nigdy nie przeżyła. No bo przecież jak dalekie nam są XIX wieczne męskie ideały, które winny przetrwać do dziś, jednakowoż jest wręcz przeciwnie. Z tęsknotą kobiece oko doszukuje się rycerskich wzorców w postawach współczesnych mężczyzn z nadzieją na dostrzeżenie w nich choć odrobiny męstwa, szlachetności, kultury, odwagi, czy prostego bycia dżentelmenem z prawdziwego zdarzenia. Dziewczyna pragnie być doceniona, chwalona, komplementowana. Pragnie czuć się oczkiem w głowie swego lubego. I wbrew pozorom, drodzy Panowie, aby zapewnić uśmiech na twarzy swojej lubej, nie potrzeba białego rumaka, srebrnej zbroi i walki ze złem otaczającego świata. Wystarczy szczery uśmiech, uroczy sms na dobranoc, żeby pokazać, że pamiętasz, ale przede wszystkim wspólne spędzenie wolnego czasu, dajmy na to na jedzeniu zupek chińskich i oglądaniu kolejnego sezonu Dr Housa. Kochani Panowie, czy to takie trudne? Dalszym krokiem może być życie dewizą 'panie przodem' i wymijanie jej by otworzyć drzwi. O jakiego wewnętrznego uniesienia dostaje moje serce w momencie gdy zostaję potraktowana jak prawdziwa dama! Jak dziewczyna, która szanowana jest przez płeć przeciwną! O etosie rycerski powróć do współczesnych mężczyzn, proszę!

Niestety pantha rei, czas się zmienia, a razem z nim wartości kierujące światem. Naszych kochanych Panów dopadła choroba współczesności. Dalece odległe są im rycerskie wartości, lecz coraz bliższe są im ich przeciwieństwa. Przestał liczyć się honor, męstwo czy odwaga, a zaczęto liczyć się z chamstwem, wyrachowaniem, egoizmem czy brakiem moralności. Kobieta w męskim oku nie jest już symbolem piękna, cnót i ideału, lecz pozbawiona została podmiotowości. Mężczyzna nie stara się, nie kocha jak dawniej, a i miłość nie jest już dla niego tą samą wartością, która była dla jego pradziadków kilkadziesiąt lat temu. Świat oszalał na punkcie niekoniecznie pozytywnych idei. Ze skruchą w sercu, nam kobietom, przyszło nazywać CZASEM zwykłych prostaków-mężczyznami, z nadzieją, że to określenie coś zmieni. Że pokrzepi męskie serca, że odrodzą się dawne idee. Dopóki walczymy, a przecież walczymy ciągle wraz ze stale kiełkującą nadzieją, to jesteśmy zwyciężczyniami! Spotkamy tego jednego jedynego, który sprawi, że nawet etos rycerski nie będzie tak idealny jak nasz luby w naszych oczach. Czy nie? Bo chyba dobrze mówię :)

czwartek, 21 czerwca 2012

Rubens nie wiedział co piękne


Za czasów Rubensa było inaczej, ale niekoniecznie lepiej.

Wszyscy wokół narzekają na erę anoreksji, wystających kości, specyfików do odchudzania, czy też wiecznie szczuplejszych gwiazd z pierwszych stron gazet. Każdy twierdzi, że wartość chudego piękna jest złem samym w sobie, no ale dlaczego? Czy nie lepiej zawiesza nam się oko na szczuplutkich modelkach mających niedowagę, aniżeli na wielkich, bądź co bądź, często obleśnych fankach budek z fast foodami? Czy nie lepiej jest rozmawiać o co raz lepszej figurze Rihanny niż o co raz większym tyłku Jennifer Lopez? Oczywiście, że lepiej! W ten sposób nie tylko zaczynamy patrzeć bardziej krytycznym okiem na samych siebie, ale też dostajemy większej motywacji do tego, by coś w swoim życiu zmienić. A bądźmy szczerzy, jak często jest co zmieniać! Trochę więcej ciała tam gdzie nie powinno go być, boczki, szerokie uda, niekształtne łydki.. Jest tak wiele kompleksów z którymi powinnyśmy walczyć, by czuć się wyjątkowo! Mamy tak wiele wad, które niwelują nasze najwspanialsze plany i marzenia. Po co stać w miejscu, skoro możemy coś zmienić? Zdrowa dieta, aktywny tryb życia, pozbycie się z codziennego ''trybu żywieniowego” wszelkich pustych kalorii. Życie od razu staje się lepsze, kiedy mozolnym, bo mozolnym krokiem zbliżamy się do perfekcjonizmu stworzonego przez nas samych, a co raz częściej przez skomercjalizowany rynek medialny.

Jednakowoż patrząc na to nieschizofrenicznym okiem (tj. nie moim), wszystko co napisałam jest stertą bzdur i bujdy na resorach. A nawet gorzej. Mogę wyjść na krzewicielkę dewizy 'wygrywa ten kto traci' (oczywiście zbędne kilogramy). W rzeczywistości na co dzień słyszymy, czytamy i pochłaniamy rady mądrych psychoanalityków, starających się nam wmówić, że jeśli zaakceptujemy samych siebie, to świat również nas zaakceptuje. Bujać to my, ale nie nas. Aby obalić tę obłudną teorię posłużę się przykładem tak wielu iście idealnych gwiazd, które górują w kobiecych mózgach jako mentorki pod względem wyglądu. Świat je akceptuje, świat je kocha, a one mimo wszystko wciąż pragną być chudsze, chudsze i chudsze.. No a potem jeszcze chudsze, bo rozmiar zero co raz częściej staje się za dużym.. Przecież one nie akceptują samych siebie, to dlaczego środowisko robi wręcz przeciwnie? Gdzie tu logika wszechwiedzących psycholożków zbierających wielką kasę za mówienie trzy po czwarte, lanie wody i nawijanie pustych słów na szare komórki swoich klientów? No właśnie, nie ma tu logiki. Nie powinno tu być również tych zakłamanych refleksji na temat akceptacji samych siebie.  Kochamy te gwiazdy, bo one mają siłę i motywację do tego, by być pięknymi. Marzymy o tym, by choć po części dorównać ideałom z pierwszych stron gazet. Kochamy je za to, czego sami nie mamy! Wystające obojczyki, płaski brzuch i nogi do nieba, na które można założyć krótkie szorty. Dążmy do ideału, bądźmy pięknymi bez rzekomo koniecznej akceptacji obecnego stanu rzeczy. Akceptujmy wymarzonych siebie, a nie tych obecnych, którym daleko do ideału. 

wtorek, 5 czerwca 2012

Kobieta kobiecie wilkiem


Kobieta kobiecie oczy wydrapie, włosy wytarga, a i stosu najdroższych ciuchów podpalić nie omieszka (choć u mnie byłoby z tym ciężko, zważywszy na fakt zminimalizowanej przestrzeni szafy i zawartości proporcjonalnej do jej wielkości). Kobieta kobiecie podstawi nogę, złamie obcas, a czasem nawet drugą połówkę wyrwie, tylko po to, by inna miała gorzej. No ale właściwie, dlaczego, po co, w jakim celu? Dlaczego MY, płeć piękniejsza, która winna kierować się wedle cnotliwych zasad zniewieściałych dusz, tak często kierujemy się uczuciem nienawiści wobec siebie nawzajem? Dlaczego kobieca solidarność istnieje tylko na filmach, w książkach, czy też artykułach kobiecych pisemek, gdzie możemy naczytać się o romantycznych doznaniach autorek artykułów? Dlaczego patrzymy krzywym wzrokiem na panie przechodzące obok nas na ulicy? Dlaczego nienawidzimy dziewczyn wysyłających sms'y do naszych lubych? Dlaczego nasza dusza nie cieszy się razem z innymi, szczęśliwie zakochanymi dziewczętami? Dlaczego przepełnione jesteśmy zazdrością widząc szczupłą kobietę, pędzącą chodnikiem, za którą spogląda się rzesza przystojnych mężczyzn (i tych mniej również), pięknie ubraną, z boskim uśmiechem, gustownym makijażem i co więcej, zajadającą się dajmy na to słodką muffiną, w momencie gdy my same musimy liczyć każdą jedną kalorię i spowiadać się przed samą sobą z każdego jednego posiłku? Dlaczego kobieca egzystencja jest tak skomplikowanym biegiem wydarzeń, opartym na fundamencie nieokreślonej i bliżej nie zbadanej zazdrości, która nijak ma się do bytu każdej jednej jednostki, albowiem nie wnosi w nasze życie nic poza przykrymi myślami, doznaniami i refleksjami? Odpowiedź jest jedna, jasna, klarowna i zapewne dla wszystkich logiczna. BO FACET. To ile w stanie jest zrobić dla płci przeciwnej kobieta, może zrozumieć tylko ona sama. I nie chodzi tu o desperacki akt zdobycia na siłę mężczyzny, ażeby mieć w czyje ramiona wtulić się zimnym wieczorem czy też kolana, które w parku służą za najwygodniejsze miejsce na ziemi. Po prostu trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy i dostrzec, że mężczyzna w życiu kobiety jest NAJWAŻNIEJSZY (zapewne skazałam się tymi słowami na stos, szubienicę, tudzież hejterstwo, ze strony zagorzałych feministek, ale zdania nie zmienię, a nawet wręcz przeciwnie-powtórzę. Mężczyzna w życiu kobiety jest najważniejszy). Bo drogie panie, jaki smutny byłby nasz los, gdyby nie szczere uśmiechy naszych panów, dżentelmeńskie gesty z ich strony (takie tam "panie przodem"), czy też różnego rodzaju, typowo męskie zachowania, które są podporą dla kobiecego bytu (dajmy na to odwożenie do domu). W obliczu tych słów, zrozumiały jest wstęp mojego wywodu, o nienawiści kobiet do kobiet. Dążymy do celu po trupach. Facet musi być nasz, nawet jeśli ma to kosztować łzy, płacz i zgrzytanie zębów naszej koleżanki. Taki los. Kobieta wredną istotą jest, zdolną do wieeeeeeeelu, niekoniecznie pozytywnych rzeczy. Przynajmniej ja.

I wcale nie napisałam tego, będąc przepełnioną niechęcią do osoby, której nigdy nie poznałam. Gdzieżby tam! Przecież ja i zazdrość (dajmy na to o smsy), to dwie różne, dalece odległe od siebie światy! O zgrozo, przecież ja jestem przepełnioną miłością do świata całego, niewiastą, która tylko nienawidzi połowy globu, oj tam.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

centralny narząd układu krwionośnego

Czasami lepiej uciec od wyimaginowanego szczęścia. Przestać żyć tym, co może się wydarzyć, a zacząć żyć tym co jest wpisane w nasz niekoniecznie bajeczny życiorys, ubogi w różnorakiego rodzaju pochodne słowa szczęścia. Nie warto poświęcać tylu późniejszych chwil, zakrapianych łzami goryczy i żalu, dla chwili krótkotrwałego uczucia spełnienia, które bądź co bądź zniknie jeszcze szybciej niż się pojawiło. Nic w naszym życiu bowiem nie trwa wiecznie, a nasza ludzka, marna egzystencja jest na do niezbitym dowodem. Przykładem niech będą nieszczęśliwe zakochania wielu z nas. Zapewne niejednokrotnie spotkaliście na swojej drodze osobę, przy której serce biło szybciej, głos zaczynał przechodzić wewnętrzną mutacje, a i nasze kończyny nie były skore do posłuszeństwa. Każdy z nas spotkał osobę, przy której słońce biło większym blaskiem, deszcz stawał się romantyczną ulewą, a śpiew ptaków nie był negatywnym elementem każdego ranka, lecz był czymś, co dawało namiastkę uśmiechu każdego dnia po przebudzeniu się. Każdy spotkał taką osobę, dla której chciało się wstawać i dla której pragnęło kończyć się dzień, tylko po to, by rozpocząć jak najszybciej kolejny. Każdy z nas spotkał taką osobę i oddał jej najważniejszą część siebie, biologicznie określaną centralnym narządem układu krwionośnego. Mowa oczywiście o sercu. Wówczas wszystko stawało się piękniejsze. Istniało przeświadczenie, że mając te jedną, jedyną osobę, posiada się wszystko. Że świat stoi przed nami otworem, że nie ma gór, których nie da się przenieść i marzeń, których nie da się spełnić. Przeświadczenie, które było motorem napędzającym nasz codzienny byt. Jednak z czasem wszystko zaczęło tracić swój wyjątkowy urok. Słońce było tylko słońcem. Deszcz był tylko kolejną ulewą, niszczącą popołudniowe plany. Śpiew ptaków znowu zaczął psuć humor każdego ranka, góry stały się tylko górami, a marzenia nic nie wartymi fantazjami. Wszystko straciło swój swoisty blask. Zabrakło polotu i finezji, bo ta jedna, jedyna osoba odeszła, zniknęła. Zabrakło czegoś, co mogło ją zatrzymać. Obietnice, które złożone były rzekomo na całe życie, nagle przestały nas wiązać, więc przyszedł czas by brać dupę w kroki i zjeżdżać stąd, najlepiej do ładniejszej i zgrabniejszej pierwszej lepszej, która tak jak każda inna dziewczyna, nabierze się na swoisty blask osobowości, połączony z szelmowskim uśmiechem i niecodziennym spojrzeniem. O naturo, dlaczego obdarzasz drugie połówki tyloma cechami, którym tak trudno się oprzeć ?! O niesprawiedliwe przeznaczenie, dlaczego pozwalasz nam zakochiwać się, a w późniejszym czasie zostawiasz z myślami, spędzającymi sen z powiek "po co to wszystko?!". Przecież logiczne jest, że ludzie zawsze odchodzą, w szczególności ci najważniejsi. Ci, którym dajemy wszystko.

Dlatego też, w myśl tego wywodu od dzisiaj postanawiam zmienić swoje życie. Potrzebuję wewnętrznej przemiany, niczym Kmicic w Babinicza, Soplica w Robaka, czy też Gustaw w Konrada. Winnam zmienić nastawienie do życia i do ludzi, którzy pełnią tak istotną rolę w mojej egzystencji. Przestanę się przyzwyczajać, angażować i zatracać w myślach o świetlanej przyszłości, a zacznę żyć tym, co jest teraz. Nie żadnymi wyobrażeniami, marzeniami i fantazjami. Potem jest tylko płacz i zgrzytanie zębów, bo znowu nie jest tak, jak być powinno. A prawda jest taka, że wszystko jest w porządku, tylko kolejny raz głupia ja, zamiast żyć codziennością, za bardzo uciekłam w bezdroża swej wybujałej fantazji.