Z facetami jest jak z cząsteczkami
nuklearnymi. Wiesz, że są, ale nie wiesz gdzie, nie wiesz po co i
nie wiesz właściwie nic więcej na ich temat, aniżeli tego, że są,
istnieją i najprawdopodobniej mają się dobrze. Jak widać za
dobrze. Mowa oczywiście o facetach, ale tych prawdziwych. Takich,
których ramię może służyć zniewieściałej panience jako opoka
przed złem otaczającego świata. Takich, których uśmiech sprawia,
że każdy dzień staje się piękniejszy. Takich, których uśmiech
jest powodem, dla którego rano wstaje się z łoża (dajmy na to
czerwonego) i pragnie się biec w kierunku ukochanej twarzy. Takich,
którzy samą swoją obecnością doprowadzają do mentalnego orgazmu
niewinne duszyczki, co tu dopiero mówić o czymś więcej. Takich
facetów pragną kobiety, ale niestety są one na tej straconej
pozycji, bo nie wiedzą gdzie ich szukać. I nie mają na to wpływu
rzekomo ograniczone horyzonty umysłowe płci piękniejszej, czy też
humanistyczne umysły, które nie potrafią swoim zasięgiem objąć
definicji cząsteczki nuklearnej. Po prostu w erze
skomercjalizowanego spojrzenia na świat prawdziwy facet zaczął
zanikać, ba! Dziewczyna, która będzie mieć okazję, by ów
osobnika spotkać, może uznać się za szczęściarę. Nie mówię
już nawet o fakcie bycia z takim mężczyzną, bo to już całkowite
apogeum szczęścia i można wtedy powiedzieć, że do bycia
spełnioną kobietą, nie potrzeba nic więcej. Choć może to
płytkie z mojej strony, oceniać szczyt kobiecych możliwości, po
fakcie posiadania mężczyzny, czy też jego braku, ale takie są
fakty. Współczesne kobiety, czy tam dziewczyny w okresie pokwitania
(po dzisiejszych wykładach dowiedziałam się, że niestety z tym
różnie bywa) skazane są na samą teoretyczną wiedzę w zakresie
zarówno fizyki i cząstek elementarnych, jak i prawdziwych mężczyzn.
Jednakowoż co nam biednym, wyalienowanym duszyczkom po samych
słowach czy też przypowieściach na temat wspaniałości
prawdziwych mężczyzn, kiedy same wybiegamy marzeniami w daleką
przyszłość z nadzieją, że takowych na swojej drodze spotkamy.
Jednak nie ma nic bardziej mylnego. W momencie kiedy spotkamy
kolejnego fajnego kolegę, z fajnym uśmiechem, fajnym głosem, fajną
klatą, boskim wizerunkiem po wyjściu z wody, czy też fajnymi
dłońmi, to winnyśmy się domyślać, że coś się dzieje! Prędzej
czy później ów fajność zacznie zanikać. Pojawią się smutki,
płacze, dzikie katusze własnych myśli i tortury niewinnego
pluszaka, a wszystko przez to, że facet znów nie okazał się
facetem na miarę mężczyzny idealnego.
Koniec i bomba, a kto się
zakochał, ten trąba!

